Jeśli na blogu tłumaczeniowym nie pojawiają się nowe wpisy – przez czas dłuższy – wówczas może oznaczać fakt ów dwoiste tego stanu przyczyny: albo biuro tłumaczeniowe nie zleciło fachowcom od słowa pozycjonowanego pisania tekstów albo tłumacz w Poznaniu, po godzinach strojący się w piórka blogera, został tak doszczętnie przysypany zleceniami translacyjnymi, że chwili nie znajduje. Jak mówił satyryk, „w tym autobusie jest taki ścisk, że gdyby nie kobiety, palca nie byłoby gdzie wetknąć” . Ale pozostawiwszy na boku kalambury i facecje – nieobecność nowości na rzeczonej stronie dowodzi przygwożdżenia tłumacza zalewem roboty translatorskiej, co jednocześnie wskazuje wyraźnie na niego – jako odpowiedzialnego za pojawiające się tu i ówdzie artykuły. Tyle tytułem usprawiedliwienia albo przydługawego wstępu, jak kto woli.
Tłumaczowi łatwiej pisać o swoim zajęciu
Plusem z powyżej opisanej sytuacji życiowej tłumacza jest to, iż wspomniane płody – pisane, dzieła spoconej głowy i rąk grafomana, w którego wciela się nasz bohater, mogą zapewnić krztę prawdy i autentyzm, jakiego zamówiony cudowny SEO-pisarczyk nam nie zagwarantuje. A to dlatego, iż rano pisze o wannach i czyszczeniu rur, w południe o tłumaczeniach przysięgłych a wieczorem tworzy teksty w tematyce rolnictwa i płodzenia kóz w hodowli. I co z tego, że mamy piękny tekst, skoro o niczym? Jak z chat bota, nowego kolegi pisarzy na zamówienie.
Co tłumacz napisze o tłumaczeniach?
A jakie tłumaczenia w Poznaniu zlecane są najczęściej ? Odrobina statystyki rodem z biura tłumaczeń… Z pewnością trzeba rozgraniczyć tłumaczenia obszerne „wolumenowo” (setki stron) od wielu przekładów językowych drobnych (w rodzaju jedna strona, dokument, zaświadczenie, akt urodzenia, krótki akt notarialny – typu podpis poświadczony). Te zazwyczaj wiążą się z oczekiwaniem, aby były jak najszybciej zrobione. Z dnia na dzień, jeśli nie tego samego dnia „w ekspresie”. Ale, o czym tu mowa . Tłumaczenia ekspresowe umarły. Nikt nie chce za nie płacić.
Wiele drobnych tłumaczeń i te wielkie dokumenty
Nieraz klienci dzwonią i piszą z zagranicy, aby zlecony do tłumaczenia dokument móc odebrać po przyjeździe z lotniska, celem załatwienia sprawy w urzędzie w Polsce. Tak czy inaczej, ilość drobnych spraw jest ogromna, jednak wielkie tłumaczenia wcale nie są prostsze i często dotyczą spraw nietypowych (nie można – nawet, gdy nie jest to tłumaczenie przysięgłe – ani słowa z treści ujawnić) i zagadnień wysoko specjalistycznych.

Przy wielkich przekładach językowych zleceniodawcą może być: osoba prywatna, firma lub stowarzyszenie, podmiot państwowy – w rodzaju Prokuratury, sądy czy organów ścigania albo urząd – administracja lokalna, urząd morski, wojewódzki. Tu nie ma reguły, bo nawet prywatne zlecenia tłumaczeniowe mogą być obszerne. Tłumaczenia dla sądu – pisaliśmy o VAT i zapłacie za pracę – tłumaczenia sądowe
Jakie błędy zawierają dokumenty do tłumaczenia?
Aby nie zanudzić, podaję nowe przykłady błędów językowych, które w edytorze tekstu typu Office są nieomal niewykrywalne, a zmieniają treść zdania i całej wypowiedzi pisanej. Choćby przed chwilą. Napisałem „kat notarialny”. W dokumencie technicznym wielokrotnie występowała „zebra” chociaż chodziło o „żebra” konstrukcyjne. Piszę „moc odebrać” (Jedi? Składnia Jody?) zamiast „móc odebrać”. Takich pomyłek nie podkreśli Word, bo nie są błędnie napisane, więc („wiec”?) mamy problem po tytułem – czujne oko korektora.
Poruszyliśmy ten temat tutaj – Błędy w tłumaczeniach technicznych
Tak poważnie, dokumenty do tłumaczenia często same stanowią tłumaczenia, na przykład z języka chińskiego na język angielski. To są najgorsze przypadki, przeważnie niechlujnie przełożone z oryginału. Pół biedy, gdy tłumacz – inżynier doskonale zna tematykę – np. tłumaczenie techniczne z danej branży. Jednak branż jest wiele, dokument źródłowy ewidentnie zawiera nieścisłości. I co wtedy?
Najnowsze komentarze